Wycieczka „Bieszczady”

02bPołączone trzy Koła: Rudnik, Ulanów i Nisko postanowiły udać się w Bieszczady. Wyjeżdżaliśmy w strugach deszczu, który towarzyszył nam poza Rzeszów. W Lesku już jednak nie opadało. Przewodnik opowiedział historię ziemi leskiej, zamku. Byliśmy też w miejscowej synagodze, będącą galerią sztuki. Po objaśnieniu zabytków w obrębie rynku – jedziemy w góry. Duża i mała Pętla Bieszczadzka, opowieść o tragicznych losach tego zakątka na styku kultur polskiej i ukraińskiej, religii, polityki i będącego do dziś azylem dla ludzi wyjętych spod prawa, "bieszczadzkich zakapiorów" lub twórców, poetów, malarzy, rzeźbiarzy, którzy tu przybyli i nie wyobrażają sobie, gdzie mogliby żyć. W Cisnej, w zaiste ciasnym sklepiku Ryszarda Szocińskiego wysłuchaliśmy paru utworów w jego interpretacji – z własnego tomiku, poprzeplatanych anegdotami. Zakupiliśmy tomiki na pamiątkę oraz tradycyjne dusiołki bieszczadzkie, które podobno spełniają życzenia, ale jak to biesy, czasem coś sknocić potrafią. Po zrobieniu zdjęcia grupowego ruszyliśmy dalej.

W Polańczyku następna atrakcja – rejs statkiem po jeziorze Solińskim. Pogoda była piękna, zaledwie upchaliśmy się wszyscy na statku, mieliśmy w 45 minut wszystko – wodę, dookoła zielone jeszcze wzgórza, słońce i nawet lekki wiaterek. Obiad jedliśmy w miejscowym ośrodku "Caritasu", gdzie były jeszcze trzy dodatkowe atrakcje: prawie ukończona kamienna droga krzyżowa, na wzór z Kalwarii Zebrzydowskiej, miniatury cerkwi w skansenie, mini zoo. Z Polańczyka małą pętlą wyjechaliśmy na górny poziom zapory, po spacerze przez zaporę ruszyliśmy z powrotem.

opr. M. Sieprawska "Przegląd Rudnicki" nr 4/2009 (50)